Wokół książek

Od zera do milionera i z powrotem. Czyli, nie bądź jak Mike Tyson

Po przeczytaniu tej książki jedno wiem na pewno: nie chciałabym mieć Mike’a Tysona za sąsiada. Jego autobiografię czyta się tak, jakby była napisana przez eks gwiazdę rocka, w której hasłem przewodnim jest „seks, drugs and rock&roll”. Czy warto sięgnąć po książkę reklamowaną jako „najbardziej męską autobiografię w historii”?

Standardowo zaczyna się od wspomnień ciężkiego dzieciństwa: matka alkoholiczka, brak ojca, wychowywanie przez ulicę. Jak w wielu tego typu historiach o późniejszych losach Mike’a zadecydował przypadek: w jednym z poprawczaków, w którym akurat przebywał, poznał swojego pierwszego trenera.

Każdy chce zostać bokserem, tylko, że nikt nie ma takich jaj żeby na to zapracować

– takie słowa padają z jego ust. Mike’owi nie trzeba dwa razy powtarzać, zaczyna ostro trenować, chce być najlepszy. Paradoksalnie jego trudne dzieciństwo i gniew, który narastał w nim od małego, stają się jego sprzymierzeńcami, a ring jest idealnym miejscem, w którym buzująca w nim energia znajduje ujście.

Mike poznaje Cusa D’Amato, trenera, który go ukształtował i myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że jemu też, w głównej mierze, zawdzięcza swój sukces. Cus i Mike są jak Rocky i Mickey z filmowej serii o słynnym bokserze. Opis tego jak Mike dochodził do mistrzostwa to najlepsza i niestety najkrótsza część książki. Niejeden coach byłby dumny z Tysona i jego determinacji w osiąganiu celu.

Niedługo potem umiera Cus, cel zostaje osiągnięty, a w życiu Tysona zaczyna się rozdział, który można by zatytułować:

Impreza

Nie ma tutaj ani grama przesady. Słowo „impreza” pojawia się na kartach książki, odmieniane przez wszystkie przypadki, niezliczoną ilość razy. Uprzedzam, że to tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Sam Mike mówi:

przepraszam, że musicie to czytać

Niezła reklama, no nie? Uzależnienie od seksu, alkoholu, narkotyków? Mike się nie ograniczał i brał wszystko jak leci. Obserwujemy wielki upadek gwiazdy, a na usta cisną się słowa: „Opanuj się chłopie!”. Ale on nikogo nie słucha, a to co robi tłumaczy swoim dzieciństwem i pochodzeniem.

Życie Mike Tysona to nie film i nie ma tutaj, takiego jak w filmach, szczęśliwego zakończenia. Był na szczycie i spadł na samo dno. Dosyć sugestywny jest tutaj fragment, w którym Mike opowiada, że musiał korzystać z kuponów promocyjnych, by zapłacić za zakupy w sklepie spożywczym. Dla kontrastu wspomina czasy, gdy rozdawał bezdomnym biżuterię za kilkadziesiąt tysięcy dolarów…No cóż.

Biografię Tysona powinno się czytać ku przestrodze. Co prawda nie ma aż tak wielu osób, którym grozi zostanie mistrzami w jakiejś dyscyplinie sportowej, a przy okazji milionerami, ale zawsze lepiej jest być przygotowanym.

Ja czytając Moją prawdę zastanawiałam się jak to jest tyle stracić przez własną głupotę i zagubienie. Jedyne słowa jakie przychodzą mi do głowy to te, które powiedział Apollo do Rockiego w 3 części: „We had the greatest title in the world…”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *