Wokół książek

„Dziewczyna z sąsiedztwa”, książka, której nie chcesz przeczytać

Kiedy biorę jakąś książkę pierwszy raz do ręki zawsze czytam, co też ciekawego napisali o niej na tylnej okładce. Zawsze są to słowa zachwytu, w końcu książka ma się sprzedać, typu: „Najlepsza książka od czasów X”, „Autor bestsellera Y powraca z nową powieścią”, „Wyjątkowo, mroczna i wciągająca…” itd. Niestety często te słowa są mocno na wyrost. „Dziewczyna z sąsiedztwa” Jacka Ketchuma jest tutaj wyjątkiem. A napisali o niej m.in. tak:

Jeżeli pragniesz horroru o wilkołakach, wampirach i strzygach, odłóż grzecznie „Dziewczynę z sąsiedztwa na półkę”. Jack Ketchum nie straszy nas wymyślnymi demonami. Jego potwory spotykamy codziennie w lustrze. To bowiem horror o najbardziej przerażających potworach, jakie chodzą po Ziemi – ludziach. Jest wstrząsająca i długo nie pozwala zasnąć. Ani przejrzeć się lustrze.

No dobra, problemów z zaśnięciem i przeglądaniem się w lustrze nie miałam, ale reszta słów świetnie opisuje tę książkę. Czytałam wiele horrorów i kryminałów, ale żaden nie sprawił, że z trudem przewracałam kolejne strony i to bynajmniej nie dlatego, że Ketchum jest kiepskim pisarzem.

Akcja dzieje się w latach siedemdziesiątych w USA. Rodzice dwóch dziewczynek giną w wypadku, przez co siostry, Megan i Susan, trafiają pod opiekę swojej ciotki, Ruth. Mieszkają z nią oraz jej synami pod jednym dachem. Początkowo wszystko wygląda tak jak powinno, jednak wraz z przewracaniem kolejnych kartek dla czytelnika i głównych bohaterek zaczyna być jasne, że z Ruth jest coś nie tak. Nie dość, że jest osobą niezrównoważoną psychicznie, to na dodatek ma spore skłonności do okrucieństwa. Jako ofiarę upatruje sobie Megan, a czytelnik jest niemym obserwatorem tortur jakim ją poddaje.

Wszystko może dałoby się przełknąć i po odłożeniu książki z niesmakiem stwierdzić tylko: ale ten Ketchum ma chorą wyobraźnie, gdyby nie to, że opisywana historia zdarzyła się naprawdę, a Megan i Susan to tak naprawdę Sylvia i Jenny Likens. W Internecie sporo można przeczytać na temat tej zbrodni i powiem wam, że Ketchum naprawdę nie przesadził w opisach, przez które włos jeży się na głowie.

„Dziewczyna z sąsiedztwa” wywołuje w czytelniku uczucie dyskomfortu i smutku. Przyzwyczajeni do happy endów cały czas mamy nadzieję, że wszystko może się dobrze skończyć, momentami mając ochotę powiedzieć: już wystarczy!

Być może gdyby inny pisarz zabrał się za opisanie tej historii, nie robiłaby ona takiego wrażenia. Ketchum jednak jest świetnym pisarzem i ze swojego zadania wywiązał się dobrze, chyba nawet, aż za dobrze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *