Lifestyle, Przemyślenia

Czy świat właśnie staje się wegetariański?

 

Od sześciu lat nie jem mięsa. Jak każdy użytkownik Facebooka mam „polajkowane” różne strony, w moim przypadku sporo jest o tematyce wegańsko-wegetariańskiej. Strony te lubią przyciągać uwagę nie tyle co krzykliwymi, ile hurra-optymistycznymi newsami i tytułami. Jak na przykład ten, który zobaczyłam ostatnio:

Weganizm w Wielkiej Brytanii to już mainstream. Dlaczego? To zasługa Internetu

Na początku chciałabym uspokoić wszystkie osoby, które na słowo „vege” reagują wysypką. Możecie spać spokojnie, diety bezmięsne jeszcze nie zdominowały świata. I wydaje mi się, że jeszcze przez dłuższy czas to nie nastąpi.

Wracając do wspomnianego artykułu. Nie jestem pesymistką. Chodzi bardziej o to, że zbyt wiele już widziałam podobnych newsów, by robiły na mnie większe wrażenie. Przykłady można mnożyć:

Zawodnik X przeszedł na weganizm. Nowa dieta zdominowała boks!

Ja rozumiem, że należy się cieszyć z drobnych zwycięstw. Ale ludzie, bądźmy realistami, zejdźmy na ziemię. Mogę się założyć o milion dolarów (których nie mam, więc wolałabym nie przegrać), że gdybym teraz pojechała do Wielkiej Brytanii bez problemu udowodniłabym, że weganizm w tymże kraju wcale nie jest mainstreamem. Byłam w Londynie z koleżankami dwa lata temu. Spędziłyśmy tam cztery dni i jeśli chodzi o dostępne opcje wegańskie wyglądało to naprawdę bardzo słabo. Przez te cztery dni żywiłyśmy się praktycznie tylko kanapkami. Raz udało nam się dorwać jakiś falafel, raz wegańską pizzę (czyli po prostu bez sera), która na dodatek była horrendalnie  droga. Nie wydaje mi się żeby przez dwa lata tak dużo się zmieniło. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż przedstawiają to super optymistyczne strony o tematyce wegańskiej czy wegetariańskiej.

Najbardziej absurdalną rzeczą jaką usłyszałam na temat wegetarianizmu to to, że jest modny. To ja się pytam:  skoro bycie vege jest takie modne to dlaczego w ostatnich miejscach, w których pracowałam byłam prawie jedyną osobą niejedzącą mięsa (a w ciągu dwóch latach zmieniałam pracę trzy razy)? Dodam jeszcze, że mieszkałam w Poznaniu, czyli jednym z większych miast Polski. I generalnie obracałam się w towarzystwie młodych ludzi, którzy w jakimś tam sposób podążają za modą. Czyżby nie korzystali z Facebooka i nie wiedzieli, co jest modne? Wątpię.

Dalej: skoro bycie vege jest modne i jest to mainstream to dlaczego w wielu restauracjach proponują rybę jako danie wegetariańskie? I nie mówię tu tylko o małych miejscowościach, ale też o większych miastach. Inne dania „wegetariańskie” z jakimi można się spotkać, to na przykład pierogi ruskie ze skwarkami, czy zupa warzywna na wywarze mięsnym. Pamiętaj, kucharz specjalnie dla ciebie wyjmował z niej kawałki mięsa, doceń to!

Skoro bycie vege jest takie modne to dlaczego jeśli już uda ci się zamówić bezmięsny posiłek to jest on często zrobiony na „odwal się”? Bo wiadomo, że wegetarianie i weganie nie mają smaku i warzywa z wody bez żadnych przypraw powinny ich zadowolić. A nawet powinni być wdzięczni, bo za wymyślanie jakiś bezmięsnych fanaberii powinni siedzieć przed pustym talerzem. To się dzieje wszędzie: na weselach u znajomych, imprezach firmowych, w czterogwiazdkowych hotelach, czy „dobrych” restauracjach. Kto musiał bez słowa skargi przełykać bezsmakowe warzywa gotowane na parze, ten wie, jak bardzo nieprawdziwe jest stwierdzenie, że bycie vege jest modne. Otóż nie, nie jest. Moda to jest na ćwiczenie z Chodakowską i na dresy z paskami.

To, że „vege” nie jest modne to niekoniecznie zła informacja, bo moda przemija. Dzisiaj modne może być niejedzenie mięsa, za miesiąc lody truskawkowe na śniadanie, o których wszyscy zapomną po trzech miesiącach, bo do łask wróci znowu dieta bezglutenowa. Bardziej optymistyczną wersja to taka, w której rośnie świadomość ludzi w kwestiach etycznych i zdrowotnych. Wtedy żadna moda nie będzie potrzebna.

Być może cały ten wywód przypomina bezsensowne narzekanie i część osób chętnie powiedziałaby mi: jak ci się coś nie podoba to sama sobie otwórz wegetariańską restaurację, chociażby w Londynie. Jednak mi wcale nie chodzi o to, żeby sobie ponarzekać, jak to ja nie mam ciężko. Ja po prostu wolę bardziej realistyczne podejście. I zbyt wiele razy musiałam, dosłownie, obejść się smakiem, żeby wierzyć w te czy inne rewelacje. W ciągu tych sześciu lat, od kiedy nie jem mięsa widzę, że naprawdę sporo się zmieniło. Ostatnio widziałam w Żabce mleko sojowe 🙂 Jednak zmiany „dzieją się” powoli.

Jak dla mnie, dzisiaj, wegetarianizm i weganizm zaczynają być jednymi z dostępnych opcji. W restauracji, sklepie, w hotelu czy na imprezie u znajomych. Raz jest to opcja bardziej dostępna, a raz mniej. Tylko tyle i aż tyle. Jak na razie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *