Lifestyle, Zdrowie i uroda

Zawód: fryzjer

 

Minęły trzy miesiące. Czas podciąć końcówki. Spojrzałam wczoraj w lustro i myślę sobie:

Nie no, tragedia, trzeba iść.

W tym celu udaje się do jedynego słusznego miejsca, czyli salonu fryzjerskiego. Idę, nomen omen, jak na ścięcie. Ja to jakaś dziwna jestem – nigdy nie lubiłam chodzić do fryzjera. Wizyta zawsze przebiega w ten sam sposób: zawsze te same pytania, zawsze te same odpowiedzi.

Salon zazwyczaj wybieram na chybił trafił. Wchodzę do środka i po wymianie standardowych uprzejmości siadam na fotelu. Podchodzi do mnie pani, która ma mnie obcinać, dla ułatwienia nazwijmy ją Grażyną.

– To jak ścinamy? – pyta Grażyna.

– Na prosto, chcę tylko końcówki podciąć. No i może trochę krócej, tu, z boku – chwytam swoje włosy i pokazuję, o co mi chodzi.

– Aaa, włosy były cieniowane. Widać – Grażyna spogląda eksperckim okiem na moje włosy. Trzeba przyznać, że świetnie wykorzystała moment żeby pokazać, że kto jak kto, ale ona to na swojej pracy się zna.

– Nie, nie były – odpowiadam, jakby to miało cokolwiek zmienić, przecież ona i tak już swoje wie.

– Ale prostuje pani? – drąży dalej.

– Raz na ruski rok – odpowiadam zgodnie z prawdą.

– Suszy? – pyta już z nadzieją w głosie, kończą jej się bowiem argumenty.

– Rzadko.

W końcu daje za wygraną, ale ja wiem, że to jeszcze nie koniec. Jej spojrzenie oznacza tylko jedno: już ja odkryję powód beznadziejnego stanu twoich włosów!

A ja wam powiem, że jeśli Grażyna myśli, że suszenie, prostowanie i cieniowanie włosów to jedyne metody na ich zniszczenie to grubo się myli. W tym momencie przed oczami staje mi scena z horroru klasy B, w którym pewna młoda kobieta postanawia zakręcić sobie włosy… mikserem. Tak, to prawda. Problem w tym, że po uruchomieniu mikser nie chciał się już wyłączyć, tak więc była to ostatnia próba wymodelowania włosów tej nieszczęsnej kobiety. Nie próbujcie tego w domu.

Ale wróćmy do strzyżenia. Przed przystąpieniem do rytuału ścinania Grażyna zadaje jeszcze jedno, bardzo ważne pytanie:

– To jak, ile ścinamy?

Wykonuję w głowie szybkie obliczenia zgodnie z następującą teorią:

Jeśli fryzjer pyta cię, o to, o ile chcesz skrócić włosy, zawsze podawaj zaniżoną wartość, bo zawsze, ale to zawsze, on doda do tego co najmniej jeden centymetr. Co najmniej. Więc jeśli powiesz, że centymetr, w odpowiedzi usłyszysz coś takiego:

Eee, widzę tu dużo zniszczeń. Centymetr nic nie da, trzeba ściąć co najmniej dwa albo i trzy. Bo jeśli nie to bla, bla, bla…

Odmowa i postawienie na swoim wiąże się ze sporym ryzykiem, wszak to nie ty trzymasz w rękach ostre narzędzie, przez które możesz stać się kolejnym bohaterem strony Fryzjer płakał jak poprawiał. Radzę nie ryzykować. Nauczona doświadczeniem, udzielam prawidłowej odpowiedzi.

Po kilku minutach jest już po wszystkim. No, prawie. Zostało jeszcze suszenie i czesanie. Grażyna bierze do ręki suszarkę ustawioną na najwyższą temperaturę i zaczyna suszyć. Suszarkę trzyma oczywiście jak najbliżej głowy. Ja się krzywię i próbuję odsuwać, na co ona reaguje mówiąc tonem niewiniątka:

– Za gorące?

Zmniejsza temperaturę i odsuwa narzędzie tortur, ale za to mocnymi pociągnięciami szczotki wyrywa mi kilka włosów z głowy. Dzisiaj modelowanie gratis.

Jeszcze tylko próba wciśnięcia mi jakichś super zabiegów po „okazyjnej” cenie i jest po wszystkim.

Płacę jak za zboże, dziękuję najserdeczniej jak umiem i wychodzę.

***

Mijają trzy miesiące. Czas podciąć końcówki. W tym celu udaje się do jedynego słusznego miejsca…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *