Przemyślenia

Byle do weekendu

Gdyby amerykańscy naukowcy zrobili badania na temat tego, jakie są najczęściej wypowiadane zdania przez ludzi, w ścisłej czołówce znalazłyby się:

W końcu piątek!

Znowu poniedziałek…

Niedługo weekend.

Byle do weekendu

To filozofia życiowa wielu ludzi, których chyba nie można zaliczyć do szczęśliwych. Czasami się zastanawiam, czy rzeczywiście tak nienawidzą tych poniedziałków, czy mówią to po to, żeby powiedzieć cokolwiek. Takie zdanie zapchajdziura, gdy zapada kłopotliwa cisza, pogoda za oknem została już dogłębnie zanalizowana, a do przejechania zostały jeszcze trzy przystanki, i trzeba jakoś podtrzymać rozmowę, bo przecież, dziwnie tak jechać z kimś w ciszy.* Pewnie część ludzi tak robi, a część naprawdę uważa, że

 

Weekend to dwa najbardziej zajebiste dni

 

Serio? To naprawdę niewiele jest tego szczęścia w  naszym życiu, biorąc pod uwagę, że  weekend vs. reszta tygodnia to stosunek 2:5. Gołym okiem widać, że smutnych dni jest dużo więcej. Poza tym, czy te weekendy są naprawdę takie super? Ile jest osób, które na pytanie jak spędziłeś weekend odpowiedzą:

– Nic ciekawego, wiesz sprzątałem mieszkanie, zakupy, takie tam.

– Byłam na zakupach w Ikei, kurwa, ile tam jest zawsze ludzi, oszaleć można.

– Byłam na urodzinach chrześniaka, wiesz u tego, od tej walniętej kuzynki.

Nie mówię, że to jest norma, ale przecież i takie weekendy się zdarzają, są częścią naszego życia, w którym są chwile przyjemne i te, podczas których najchętniej wcisnęlibyśmy przycisk „przewiń do przodu”. W weekend często załatwiamy sprawy, na które nie mamy czasu w tygodniu, czasami leczymy kaca po piątkowym czy sobotnim odreagowywaniu trudów dnia codziennego. To jest proza życia, którą zna każdy. Weekend zleci raz dwa, nie dając tak naprawdę upragnionej ulgi, gdy zza rogu znowu wyskoczy znienawidzony poniedziałek. I zabawa w odliczanie zaczyna się od nowa.

Całe dwa dni wolne, to kupa czasu! Ile razy lista rzeczy, które miałaś/eś zamiar zrobić w weekend wyglądała tak:

To do list

(Wstać wcześnie)

Napisać książkę

Przeczytać książkę

Zrobić szkolenie, które wykupiłam kilka miesięcy temu

Zrobić porządek w ciuchach

Poszukać sobie w końcu chłopaka

 

A kończyło się tak:

Done list

(Wstałam późno)

Zrobiłam zakupy

Obejrzałam cały sezon serialu

 

Wygląda znajomo?

I tak sobie myślę, że jeśli warto sobie postawić jakikolwiek cel na nadchodzący rok to niech to będzie rezygnacja z wyznawania poniedziałkowo-piątkowej filozofii. „Kaloryfer na brzuchu”, „56 książek w rok” czy „znajdę męża w 2018 roku” spokojnie może poczekać do czasu, aż przestaniesz wypowiadać zdanie: „Znowu poniedziałek” czy „W końcu piątek”. Bo, to nie z poniedziałkiem jest coś nie w porządku, tylko z tym, co sprawia, że tego poniedziałku nie cierpisz. Z tym, że w ten tak naprawdę Bogu ducha winny dzień musisz być tam, gdzie nie chcesz być, i robić rzeczy, których nie lubisz robić, często wśród ludzi, których też nie lubisz.

Polubienie dni powszednich to nie jest żadne science-fiction, to się da naprawdę da zrobić. Wiem, bo spotkałam takich ludzi. A więc wyznaczamy nowy cel na 2018 rok i na kolejne lata: zrobić wszystko, żeby pokochać poniedziałki**. Albo chociaż polubić. Kto ze mną?

 

 

* Przyznaję się, że ja tak czasami robiłam.

** Oczywiście nie chodzi mi o stanie przed lustrem i wypowiadanie zdania: „Kocham poniedziałki” tak długo, aż się w to uwierzy, ale o dokonanie takich zmian w swoim życiu, że zmieni się również nasze nastawienie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *